tępa krowa

Autobus zatrzymał się na przystanku. Stałam przy drzwiach, tylko ja bo dzisiaj autobus był prawie całkiem pusty. Tym razem jednak drzwi się nie otworzyły. Choć miałam na tym przystanku wysiąść autobus ruszył nie otwierając żadnych drzwi. Podeszłam do kierowcy siedzącego za oddzielającą go od autobusu ścianą i powiedziałam, że nie wysiadłam na przystanku. Trzeba było wysiąść jak autobus stał na przystanku odpowiedział mi. No ale jak, skoro drzwi się nie otwarły? Nie wypuścił mnie tam, skąd miałam blisko, żeby się wrócić. Trudno, jadę dalej bo i co mam zrobić. Boję się, że mój bilet jest już nieważny. Boję się, że zaraz usłyszę, proszę bileciki do kontroli. Boję, że zaraz wlepią mi karę za brak biletu. Skasowałabym następny ale jak na złość akurat nie mam. Jadę i jadę i żadnego przystanku. W końcu dojechał i się zatrzymał. Zgasił silnik i do mnie mówi, że to końcowy, że muszę tu wysiąść. Wysiądę, ale jak skoro drzwi zamknięte. Już miałam iść do tyłu, tam gdzie drzwi były otwarte, gdzie wysiadło te parę osób, które jechały ze mną autobusem. Przycisk naciśnij, warknął do mnie. Co mam zrobić? Jaki przycisk? Gdzie on jest? Nic nie wiem, nic nie rozumiem, czuję się jak idiotka. W końcu z łaską pokazał mi co mam zrobić. Nacisnęłam, drzwi się otwarty. Udało mi się w końcu wysiąść z tego cholernego autobusu. Wysiadając usłyszałam, „tępa krowa”. Nic. Ważne, że się w końcu wydostałam z tego pieprzonego autobusu. Już wiem jak otworzyć drzwi, nauka kosztuje. Wysiadł i gdzieś poszedł. Zostałam sama. Mogłabym wrócić ten jeden przystanek autobusem ale nie będę jechać na gapę. Obiecałam, zarzekałam się, że nie będzie ze mną kłopotów i co, na sam początek mam tak głupio wpaść? Potrzeba mi, żeby wszystko nagle prysło jak mydlana bańka? Żeby człowiek będący moim ojcem odwiózł mnie do matki? No ta by miała dopiero radochę. Wróciłam z buta. Wyglądałam jak idiotka. Szłam poboczem ciemnej drogi z jakąś głupią reklamówką z żabki. Szłam i ryczałam jak głupia. Ale dałam radę. Dałam radę nie zginęłam. Wróciłam dopiero teraz ale wróciłam choć teraz jak już jestem w domu, to nawet już mi się nie chce jeść. A skoro ja to tępa krowa to on to kto? Śmierdząca świnia?

Dzień szósty

Szósty dzień już tu jestem. Nowe mieszkanie, nie moje ale wolno mi tu mieszkać. Szósty dzień nowego życia. Czy będzie lepsze? Trudniejsze to już raczej być nie może. Więc nadzieję mam. Jestem tu całkiem sama, ale szczęśliwa. Szczęśliwa bo nie ma tu mojej matki. Jutro do pracy. Kolejny dzień mojej nowej pracy, więc jutro coś się będzie działo. Patrzę w telewizor i oglądam jakieś durne programy. Co będzie dalej, co będzie jutro czas pokaże.