Udało się. Wczoraj, po pracy pojechałam sobie do miasta. Już wcześniej wypatrzyłam koło tej galerii, do której lubię czasem zajrzeć salon fryzjerski „Joanna”. No cóż Joanna to Joanna. Tak trochę nie byłam pewna czy akurat tego chcę, bo to piątek i jeszcze trzynastego ale weszłam. Myślałam, że nic z tego, bo tak bez umówienia ale babeczka się mną zajęła. Żadne tam studio fryzjerskie czy jakiś inny bajer a po prostu fryzjer. Bez wodotrysków i cen z kosmosu. I dobrze, czegoś takiego szukałam. Obcięłam sobie włosy, i to tak sporo i rozjaśniłam. Mam teraz jeszcze jaśniejsze niż miałam. Też blond ale taki jaśniutki. Jeszcze mnie nikt nie widział, no bo i kto miałby na mnie patrzeć? Może w poniedziałek, w pracy któraś z pań w pokoju coś będzie mówić. Teraz pewnie to wszystko będzie pozamykane przez tego koronawirusa cholera wie do kiedy. A mi się jakoś udało.
Ta co ma biurko na przeciw mnie, Teresa to może coś gadać bo zawsze uważnie mi się przygląda i zawsze ma coś do powiedzenia. Co by tam nie gadały, bo jest jeszcze Bożena, obie już przed emeryturą ale na szczęście nie szkodliwe ważne, że sama sobie się podobam. Jak już wróciłam do domu, to tu przed klatką jest taka ławeczka, na której często po południu siedzi taki starszy pan, dziadek już pewnie i pali papierosa. On to chyba mieszka na trzecim piętrze, nade mną i zawsze mnie obcina. Szczególnie to go kręci jak jestem w tej skórzanej spódniczce co to ją sobie teraz kupiłam. I dzisiaj jak nigdy się
odezwał, powiedział mi dzień dobry a dzisiaj akurat byłam w spodniach. Spodobała mu się moja nowa fryzura?