Zdążyłam

Udało się. Wczoraj, po pracy pojechałam sobie do miasta. Już wcześniej wypatrzyłam koło tej galerii, do której lubię czasem zajrzeć salon fryzjerski „Joanna”. No cóż Joanna to Joanna. Tak trochę nie byłam pewna czy akurat tego chcę, bo to piątek i jeszcze trzynastego ale weszłam. Myślałam, że nic z tego, bo tak bez umówienia ale babeczka się mną zajęła. Żadne tam studio fryzjerskie czy jakiś inny bajer a po prostu fryzjer. Bez wodotrysków i cen z kosmosu. I dobrze, czegoś takiego szukałam. Obcięłam sobie włosy, i to tak sporo i rozjaśniłam. Mam teraz jeszcze jaśniejsze niż miałam. Też blond ale taki jaśniutki. Jeszcze mnie nikt nie widział, no bo i kto miałby na mnie patrzeć? Może w poniedziałek, w pracy któraś z pań w pokoju coś będzie mówić. Teraz pewnie to wszystko będzie pozamykane przez tego koronawirusa cholera wie do kiedy. A mi się jakoś udało.

Ta co ma biurko na przeciw mnie, Teresa to może coś gadać bo zawsze uważnie mi się przygląda i zawsze ma coś do powiedzenia. Co by tam nie gadały, bo jest jeszcze Bożena, obie już przed emeryturą ale na szczęście nie szkodliwe ważne, że sama sobie się podobam. Jak już wróciłam do domu, to tu przed klatką jest taka ławeczka, na której często po południu siedzi taki starszy pan, dziadek już pewnie i pali papierosa. On to chyba mieszka na trzecim piętrze, nade mną i zawsze mnie obcina. Szczególnie to go kręci jak jestem w tej skórzanej spódniczce co to ją sobie teraz kupiłam. I dzisiaj jak nigdy się

odezwał, powiedział mi dzień dobry a dzisiaj akurat byłam w spodniach. Spodobała mu się moja nowa fryzura?

Basista

Nie zaglądałam tu jakiś czas, bo tak i za bardzo nie było o czym pisać. Ale dziś zadzwonił basista. I to chyba mam ochotę zapisać. Gra na basie w takim zespole w Stargardzie. Kiedyś jak jeszcze chodziłam do ogólniaka to próbowałam z nimi śpiewać ale nic z tego nie wyszło. Ciacho i to zajebiste z niego. Nawet się kiedyś w nim podkochiwałam ale nikt nic o tym nie wiedział a mi też to jakoś tak zaraz przeszło. Starszy o trzy lata. No prawie o trzy. Całkiem fajny tylko, że taki trochę niedorobiony. Ciapa taka straszna. Żona i dwójka dzieci. Ale nie mieszka z nimi. Żona go miała już dość i go pogoniła. Nie mam pojęcia skąd miał mój numer ale zadzwonił a ja odebrałam. Nie wiedziałam kto dzwoni ale pewnie jakbym wiedziała to też bym odebrała. Mieszka tam gdzie ja mieszkałam, w Dobrej. Tylko, że całkiem gdzie indziej, ale to nic bo zawsze jak jeszcze chodziłam do szkoły to razem żeśmy jechali autobusem. Nie żeby razem ale w tym samym kierunku, do Stargardu. Ani żeśmy razem nie siedzieli, ani ze sobą gadali. Nie no cześć to zawsze powiedział i czasem siedzieliśmy obok siebie ale on nigdy się do mnie nie odzywał. Ważniaka zgrywał. Ale jak czasem go nie było to tak mi trochę było przykro. Tak z czystej ciekawości odebrałam bo nie wiedziałam kto dzwoni. Kręcił coś, coś kombinował. Nie chciał powiedzieć ani skąd ma mój numer ani po co dzwoni. Coś tam gadał, że mnie tyle czasu nie widział, że gdzieś zniknęłam z Dobrej ale nie odważył się powiedzieć, że chce się ze mną spotkać. Przecież wiedziałam, że po to dzwoni ale nic mu nie pomogłam zagadać. Pewnie, a co to ja jestem ana pstryknięcie palcami?  Jestem sama z wyboru i tak mi dobrze. A już na pewno nie mam ochoty na faceta z dwójką dzieci i z żoną.

Zakazana szafa.

Nie mam pojęcia dlaczego człowiek będący moim ojcem tak stanowczo zabronił mi tam zaglądać. Skarbów żadnych tam nie ma. Ja przynajmniej nic cennego nie znalazłam. Trochę ciuchów nawet całkiem fajnie, można powiedzieć, że pedantycznie poukładanych i o to tyle krzyku. Przecież mam póki co w co się ubrać więc zupełnie tego nie rozumiem. No dobra, to ich mieszkanie i mogą sobie rządzić po swojemu, ja tu nie mam nic do gadania. Nie powiem, na samym dole szafy coś mnie zainteresowało. Pod stertą równiusieńko poukładanych rzeczy leżało sobie coś z jaśniusieńkiego jeansu. Tak było tam upchnięte, że niemal wcale nie było tego widać. I to mnie chyba podkusiło. Delikatnie, żeby niczego nie porozwalać wyciągnęłam to „coś”. Nic ciekawego pomyślałam w pierwszej chwili. Stare, znoszone i całkiem sprane jeansowe bermudy. No w sumie to można latem w czymś takim chodzić na plażę. Już miałam odłożyć to spowrotem do szafy ale jeszcze odwróciłam to tyłem a tam patrzę, wyparta skórzana naszywka „Riffle”. Przynitowana na cztery miedziane nity. Oryginalne „Riffle”. Obejrzałam je dokładniej i nie powiem, całkiem fajne. Bez kieszeni, bez szlufek na pas i tak uszyte, że całkiem fajnie mógłby leżeć. Już nawet chciałam je tak na próbę założył ale pomyślałam, że z moim szczęściem pewnie właśnie by przyszedł człowiek będący moim ojcem i lepszej wpadki nie trzeba. Z jakimś dziwnym żalem odłożyłam je do szafy. Nie powiem, urzekły mnie te bermudy. Może kiedyś odważę się i założę zobaczyć jak ja w czymś takim bym wyglądała.

Moje mieszkanie.

Tak naprawdę, to tylko tu mieszkam i nic tu nie jest moje. Ale jest moje w sensie, że tu mieszkam. Trzy pokoje, kuchnia i łazienka. Drugie piętro i miejskie ogrzewanie. I to by mogło być już wszystko co na ten temat można powiedzieć. Jeden pokój jest takim ogólno dostępnym salonem. Telewizor, stary, bo stary ale jest. Ława, dwa fotele i podniszczony wypoczynek. Ja mam dla siebie jeden pokój, ten który kiedyś był pokojem człowieka, który jest moim ojcem. Szafa, tapczan i biurko z komputerem. Tylko internetu brak. No cóż… telewizor ma za to kablówkę. Nie było, ale człowiek będący moim ojcem poszedł do biura, żeby włączyli i już teraz działa. Wszystko tu stare i zużyte. Ja nie potrzebuję luksusu, bo nigdy go nie miałam. Jestem szczęśliwa, że tu jestem, i że nie ma tu mojej matki. Ostatnio nie było już można z nią wytrzymać. Jest jeszcze ten trzeci pokój, ale tam nie wolno wchodzić a już szczególnie nic tam ruszać. To pokój siostry człowieka, który jest moim ojcem. Tam drzwi są zamknięte, ale nie na zamek. Więc wejść można. Choć mam zabronione to przecież zaglądałam tam parę razy. Nic ciekawego, nic szczególnego tam nie ma. Trochę jakichś ciuchów w szafie i nic poza tym. To pewnie o te ciuchy chodzi. Dokładnie im się nie przyglądałam, bo przecież nie mam zamiaru w nich chodzić. Tak tylko popatrzyłam ze zwykłej ciekawości. Popatrzyłam tak by nikt nie poznał, że tam grzebałam. No może jeszcze tam, tak trochę dokładniej sobie popatrzę, bo jak coś zakazane, to dwa razy bardziej kusi.

Mała Asiczka

Tak nazywa się mój pamiętnik. Chciałam nazwać go inaczej ale wyszło, jak wyszło. Mała Asiczka… tak nazwał mnie jeszcze w gimnazjum taki jeden z mojej wsi. Łaził za mną cały czas. Mieszkał kilka domów ode mnie.

Chyba się zakochał albo co a ja go nigdy nie lubiłam. Wkurzał mnie. Krzykliwy i namolny. Do tego jeszcze rudy. A Mała Asiczka zawsze mi się podobała.

…że jestem, to błąd.

Gdy zakładałam ten pamiętnik chciałam nazwać go swoim imieniem i nazwiskiem. W końcu mój i ma

być o mnie. Niestety, za każdym razem, gdy wpisałam imię i nazwisko w odpowiednią rubrykę otrzymywałam komunikat, że to błąd. No cóż, nie ulega wątpliwości, że to błąd. Błąd człowieka, który jest moim ojcem. W końcu zdecydowałam się nazwać pamiętnik: „Mała Asiczka”.

Napisałam to dwa dni temu ale coś się stało i wpis nie poszedł. Później nie miałam internetu i dopiero dziś zobaczyłam, że coś jest nie tak.

Aśka rządzi

Czasem mam tak, że jestem z siebie zadowolona. Ubrałam rano te nowe rzeczy, no i oczywiście coś tam jeszcze, co miałam i poszłam do pracy. Patrzyły, gapiły się, że już zaczęłam się bać, że coś nie tak. Ze mną w pokoju pracują jeszcze dwie panie. Takie troc

hę już starsze. Gdzieś tak koło pięćdziesiątki. W końcu jedna, ta co siedzi trochę bliżej mnie, prawie już przed trzecią przemówiła, że bardzo ładnie wyglądam. Kamień z serca mi spadł, bo bez kitu byłam już

pewna, że z takimi ciuchami do pracy to się ośmieszyłam. Żałowałam już nawet, że wzięłam tą spódniczkę a nie te skórzane spodnie, które oglądałam i już miałam je wziąć. Też były fajne. Byłam pewna, że więcej tak się nie ubiorę a tu proszę, taka niespodzianka przed końcem pracy. Ta druga, Halinka, co mnie parę razy zagadywała czy mam chłopaka, gdzie mieszkam i takie tam różne, to powiedziała jeszcze, że nie wiedziała, że Baliński ma taką „śliczną” córkę. Żeby tylko nic nie gadała człowiekowi, który jest moim ojcem, bo tylko trzeba mi teraz tego, żeby mi brącihał, że za krótko się może ubieram. Jutro też się tak ubiorę. No przecież po to te ciuchy kupiłam. Do nas, do pokoju przychodzą kierowcy. Rozliczać się albo po dokumenty. Jeden jest nawet całkiem fajny.

Człowiek, będący moim ojcem

Przyszedł bez uprzedzenia parę minut po piętnastej. Na kontrolę? Sprawdzić czy jestem i co robię? Powiedział, że akurat na weekend jest w Polsce, i że dlatego zajrzał zobaczyć. Przecież nie musi się tłumaczyć, to jego mieszkanie. Jego i jego młodszej siostry. Ja tu jestem na jego łasce. Nie stęsknił się za mną bo przez 24 lata nie czuł potrzeby by mnie widzieć. Ja też widziałam go drugi raz w życiu. Przygarnął mnie bo go o to prosiłam. Nie jeden z resztą raz. Kiedyś wykradłam matce telefon do niego i parę razy dzwoniłam żeby mnie stamtąd zabrał jak miałam jej już dość. Teraz okoliczności były sprzyjające bo jego siostra wyjechała i mieszkanie stało puste. Bez opieki i potrzebny był stróż. Puki nie wróci mogę tu mieszkać, w jego pokoju, tylko mam niczego nie ruszać. Nie ma sprawy nie ruszam. Jakbym miała wrócić do matki na wieś to wolałabym się powiesić, albo lepiej utopić w wannie. Wrzuciłabym suszarkę do wody i po problemie. Nieszczęśliwy wypadek. Człowiek będący moim ojcem pytał jak sobie radzę. Tak z grzeczności bo jakoś nigdy wcześniej go to nie obchodziło. Daję radę. Zawsze musiałam sama dawać radę więc nic to dla mnie nowego. Pytał czy coś potrzebuję. Co miałam mówić?  Że wszystkiego, bo przecież nic nie mam?  Powiedział, że pieniędzy za mieszkanie nie chce bo i tak by musiał za nie płacić ale, że prąd i gaz, to te trzy stówy za miesiąc trzeba dać. Dam. To i tak połowa tego co musiałam dawać matce, a i tak kręciła ryjem, że mało a tam zarabiałam mniej. Ile by nie powiedział tyle bym dała, no bo co? Jeszcze raz mi powiedział, że do pokoju Joanny mam nie wchodzić, i żeby nic tam nie ruszać. Jego siostra ma na imię tak samo jak ja i podobno jest wyjątkowo wredna. Coś tam jeszcze bredził, powiedział że pieniądze to weźmie ode mnie za miesiąc jak dostanę tu wypłatę i poszedł. Tatuś kurwa.

Zakupy

Odebrałam wczoraj swoje pieniądze. Szefowa dała mi tylko samą pensję. To co miałam dostać extra za święta przepadło i mam się cieszyć, że w ogóle coś dostałam. Pojechałam dzisiaj do galerii kupić sobie to co upatrzyłam w piątek. W zasadzie to nie powinnam nic kupować bo mało tych pieniędzy mam ale nie mogłam sobie odmówić. Trudno do następnej wypłaty jakoś będę musiała wytrzymać a ta ma być już o wiele lepsza. Kupiłam sobie czarną, skórzaną spódniczkę, rajstopy i buty. Chciałam jeszcze wziąć taką fajną, czarną torebkę ale się nie odważyłam. I tak już do lutego trzeba będzie zęby w ścianę wbić. Puki co mam w czym chodzić do pracy a torebkę to sobie kupię jak dostanę następną wypłatę.

Jednak zawsze pod górę.

Pojechałam po pracy połazić po mieście. Jutro jadę po pieniądze za grudzień. Tam gdzie kiedyś mieszkałam pracowałam w sklepie i wypłata mi się należy. Chciałam sobie wypatrzeć jakąś spódniczkę tu do pracy bo tak za bardzo nie mam w co się ubrać. Wracam a tu tramwaj staje między przystankami. Przed nim stoją inne tramwaje. Ludzie wychodzą na ulice. Nikt nic nie wie. Nie wiadomo co robić. Nagle jakiś autobus się zatrzymuje, ale tam dalej przy pierwszym tramwaju. Wszyscy lecą do niego, ale trzeba przejść przez bardzo ruchliwą ulicę. W końcu udaje mi się przebiec na drugą stronę. Dobiegam do autobusu a tu sru, drzwi się zamykają i odjeżdża. Wszyscy zdążyli a ja zostałam na ulicy sama. No i niech mi ktoś powie, że nie mam pod górę.