Aśka rządzi

Czasem mam tak, że jestem z siebie zadowolona. Ubrałam rano te nowe rzeczy, no i oczywiście coś tam jeszcze, co miałam i poszłam do pracy. Patrzyły, gapiły się, że już zaczęłam się bać, że coś nie tak. Ze mną w pokoju pracują jeszcze dwie panie. Takie troc

hę już starsze. Gdzieś tak koło pięćdziesiątki. W końcu jedna, ta co siedzi trochę bliżej mnie, prawie już przed trzecią przemówiła, że bardzo ładnie wyglądam. Kamień z serca mi spadł, bo bez kitu byłam już

pewna, że z takimi ciuchami do pracy to się ośmieszyłam. Żałowałam już nawet, że wzięłam tą spódniczkę a nie te skórzane spodnie, które oglądałam i już miałam je wziąć. Też były fajne. Byłam pewna, że więcej tak się nie ubiorę a tu proszę, taka niespodzianka przed końcem pracy. Ta druga, Halinka, co mnie parę razy zagadywała czy mam chłopaka, gdzie mieszkam i takie tam różne, to powiedziała jeszcze, że nie wiedziała, że Baliński ma taką „śliczną” córkę. Żeby tylko nic nie gadała człowiekowi, który jest moim ojcem, bo tylko trzeba mi teraz tego, żeby mi brącihał, że za krótko się może ubieram. Jutro też się tak ubiorę. No przecież po to te ciuchy kupiłam. Do nas, do pokoju przychodzą kierowcy. Rozliczać się albo po dokumenty. Jeden jest nawet całkiem fajny.

Dodaj komentarz